kulturaonline

ADAM I EWA »

Ewa Ciepielewska, malarstwo

Adam Rzepecki, rzeźba kamienna

17.12.2016-18.04.2017

Kurator: Miłosz Biedrzycki

W micie pasterskim, znanym większości z nas, Adam nadawał imiona zwierzętom, przyprowadzanym kolejno przez jego (oraz ich) stworzyciela. Nie na wiele to się zdało, gdyż Adam wszystkim zwierzętom nadał to samo imię: „Zwierzę”. Z takiego Adama na naszej wystawie wielkiego pożytku byśmy nie mieli. Ewę dzielni pasterze starannie wygumkowali z mitu, zsyłając ją do kądzieli i połogu, a wcześniej obarczając winą za domniemany zatarg między stworzycielem i Adamem. Tyle mit pasterski.

 

Przenosimy się do chwili obecnej i obserwujemy rzeczywistość wręcz ciekawszą. Nasz Adam nie nazywa wszystkich zwierząt tak samo, gdyż widzi, a nie tylko patrzy. Widzi kamienie i podnosi je ze ścieżki, po której stąpa, a następnie niektóre z nich opatula w ich dopełnienie, reprezentowane w tym przypadku przez uplastyczniony papier.  Nasza Ewa nie jest wygodnym elementem teorii spiskowych, ale niestrudzoną badaczką porządku duchowego w świecie minerałów, roślin, zwierząt, ludzi – oraz barw i kształtów. W naszym przypadku, swoją interwencją opartą na kształcie i barwie dopełnia dopełnienia kamieni, wyobrażone przez Adama. Gdyż tam, gdzie większość patrzy, ona widzi.

 

Kamyk jest stworzeniem doskonałym, jak chce poeta, i ma w tym punkcie rację. Dlatego, że porządek kamienia jest porządkiem realnym, gdzie nie ma miejsca na rozziew, rozstęp ani sprzeczność. Adam stąpa ścieżką i widzi kamień, następnie podnosi go i tym samym przemieszcza z porządku realnego do porządku wyobrażeniowego. W porządku wyobrażeniowym kamień (emisariusz z porządku realnego) staje się możliwym uzupełnieniem struktury opartej na braku – i pragnienia wywołanego przez ten brak. Podmiot będący Adamem ($=A) umieszcza potencjalny przedmiot pragnienia będący kamieniem (a=k) w kartce papieru, której poprzez namoczenie (wprowadzenie żywiołu wody) nadał wcześniej plastyczność. Kamień wypełniający ściśle odpowiadające mu kształtem puste miejsce w uplastycznionej kartce papieru stanowi zatem figurę wyobrażeniowego fallusa (Φ), oczekującego na reinterpretację w porządku symbolicznym.

 

Jednakże dopiero Ewa jest w stanie przeprowadzić całą tę wspólną operację do porządku symbolicznego, czyli do przestrzeni znaczącego. Dokonuje tego poprzez kształt kwadratu, w porządku symbolicznym pełniącym rolę znaczącego wskazującego na żywioł Ziemi (domena kamienia), a także poprzez barwy, będące znaczącymi w odniesieniu do pozostałych z żywiołów. Kolorystyka kamienia jest najczęściej szczątkowa, dopiero zwilżony ujawnia bardziej zdecydowane barwy. Po wyschnięciu, kiedy namoczona wcześniej kartka papieru zatraca stan uplastycznienia, również kamień powraca do przestrzeni, opisywanej słowem-kluczem „szarość”. Obiekt pragnienia, będący w naszym przypadku kamieniem (a=k), wypełnia brak tylko w wyobraźni. Kiedy bierzemy go do rąk, prędzej czy później ujawnia swoją niewystarczalność. Dzieje się tak nawet wtedy, kiedy w porządku wyobrażeniowym zostaje opatulony przez Adama w specjalnie zaaranżowaną reprezentację dopełnienia.

 

Ewa, wychodząc od faktu, że działania podmiotu-Adama ($=A), mające doprowadzić do uzupełnienia struktury opartej na braku o przedmiot pragnienia będący kamieniem (a=k), w swojej istocie zasadzają się na wprowadzenia dodatkowego żywiołu (wody, a w porządku symbolicznym: Wody), podejmuje interwencję polegającą na wskazaniu nieodzowności w porządku symbolicznym również pozostałych żywiołów (oprócz Wody: Ognia, Drewna i Metalu), a rolę znaczącego w tej interwencji pełni barwa. W tym sensie Ewa nie uczestniczy w dialektyce braku, eksplorowanej przez Adama. O ile działanie Adama ukierunkowane jest na wybrakowaną, ale w porządku wyobrażeniowym możliwą do odzyskania Całość (kamień + uplastyczniona kartka), o tyle działanie Ewy, rozgrywające się w porządku symbolicznym, wskazuje na Wielość, która nie domaga się uspójnienia czy uzupełnienia.

 

Dopiero działania Adama oraz Ewy postrzegane łącznie mogą doprowadzić – o ile zdarzy nam się widzieć, a nie tylko patrzeć – do doświadczenia stanu, w którym Wielki Inny nie istnieje. Czy tak się stanie? Czas pokaże. Oj, on nam jeszcze wszystkim pokaże!

 

Miłosz Biedrzycki