kulturaonline

Albert Jeżowski »

Malarstwo/ 06.12. – 20.12.2014

Kurator: Krzysztof  Marchlak

 

Siła  wykonanych przez Alberta Jeżowskiego prac nie polega tylko na wyborach kompozycyjnych, lecz na ekspresji śladu pędzla - linii prowadzonej z dużą siła i zdecydowaniem, na wibrowaniu plamy barwnej i towarzyszących jej zestawieniach kolorystycznych, na emocjonalnym traktowaniu samego gestu  nakładania farby na płótno oraz radości z procesu tworzenia. 

 

Autyzm - choroba nieuleczalna. To brzmi jak wyrok… pytanie tylko dla kogo.  Dla samej osoby autystycznej czy może dla ludzi z jej otoczenia? Może warto byłoby zmienić to stwierdzenie i powiedzieć: autyzm - to brzmi jak wyzwanie… znowu jednak pojawia się pytanie, dla kogo… Zdecydowanie jest mi bliższe zdanie drugie.  Zawiera w sobie aspekt bardziej pozytywny, jak również posiada potencjał zmiany naszego patrzenia na problem osób z zaburzeniami autystycznymi

Można wymienić długą listę zaburzeń w psychice, zachowaniu czy też funkcjonowaniu w społeczeństwie osób dotkniętych chorobą, o której jest mowa. Nie będę jednak skupiał się nad ich wymienianiem. Mając w pamięci różnorodność samego spektrum autystycznego, chcę uniknąć ujednolicenia i grupowego traktowania ludzi. Chciałbym rozwinąć te aspekty, które zaobserwowałem podczas pracy z Albertem Jeżowskim i które wpłynęły na powodzenie naszej współpracy. Wyzwaniem było twórcze wykorzystanie cech osobowości nas obu.

Albert i jego uproszczony świat, pełen schematów zachowania i powtarzalności, oparty na rytuałach następujących po sobie elementów dnia codziennego i obawa przed nowymi miejscami, spotkał się ze mną − artystą ciągle poszukującym nowych sposobów wyrazu artystycznego, mieszkającym  w Krakowie i Mediolanie, ciekawym świata i jego tajemnic. Obydwaj  mamy 27 lat, miejscem naszych spotkań stała się moja pracownia przy ul. Na zjeździe, niedaleko domu Alberta.

 

Albert odwiedza mnie w pracowni z różną częstotliwością, przeważnie dwa razy w miesiącu. Na przygotowanych przeze mnie płótnach, siedząc przy sztaludze lub przy stole tworzy swoje dzieła. Pracę zaczyna od zmieszania akrylowych farb na palecie. Pytam go o wybór kolorów, kiedy jednak jest niezdecydowany, doboru dokonuję ja. Przestrzeń płótna pokrywa zawsze bardzo dokładnie, maluje również brzegi, na których nie przeoczy najmniejszego niezamalowanego fragmentu. Podczas malowania obracam obraz tak, aby Albert mógł wzbogacić różnorodność kierunków ruchu pędzla, widocznych na płaszczyźnie płótna. Nie zawsze zdaje to egzamin. Ruchy pędzla z góry na dół na podłużnym podobraziu, po obróceniu o dziewięćdziesiąt stopni, są powtarzane zgodnie z uprzednio namalowanymi. Gdy płótno ustawione jest na stole w pozycji „leżącej” dominują ruchy okrężne. Zdarza się również tak, że Albert podąża za moimi sugestiami kompozycyjnymi. Powtarza ruch mojej dłoni, i odzwierciedla go na płótnie. Stąd m. in. wzięły się geometryczne elementy na jego obrazach. Siła  wykonanych przez niego prac nie polega jednak tylko na wyborach kompozycyjnych (moich, naszych, wspólnych, lepszych czy gorszych), lecz na ekspresji śladu pędzla - linii prowadzonej z dużą siła i zdecydowaniem, na wibrowaniu plamy barwnej i towarzyszących jej zestawieniach kolorystycznych, na emocjonalnym traktowaniu samego gestu  nakładania farby na płótno oraz radości z procesu tworzenia.

Kiedy zajęcia dobiegały końca, świeżo namalowany obraz Alberta był wieszony na zarezerwowanej dla niego ścianie w mojej pracowni.

 

Po zajęciach kontynuowałem pracę nad moimi obrazami. Spotkania z Albertem były obustronną wymianą twórczych doświadczeń i emocjonalnego traktowania procesu tworzenia. Fakt, że obydwaj jesteśmy w tym samym wieku, sprawia, że nasze spotkania pomogły mi spojrzeć z innej perspektywy na otaczający mnie świat.

 

Krzysztof Marchlak