kulturaonline

AMBIENTE »

Andrzej Pilichowski-Ragno/ 02-17.12.2014

 

Galeria Olympia wystawia fotografie Andrzeja Pilichowskiego-Ragno w klubie Piękny Pies

Kraków/ Bożego Ciała 9

Najnowszy projekt Andrzeja Pilichowskiego-Ragno, inspirowany w dużym stopniu nieodłącznymi towarzyszami życia codziennego artysty; znajomymi, kolegami, pół- i ćwierć- znajomymi, barmanami, studentami, a po części także krakowskim półświatkiem artystycznym, nosi tytuł Ambiente, czyli z włoskiego – środowisko. Projekt jest współfinansowany ze środków Gminy Miejskiej Kraków. Patronat medialny: Dziennik Polski.
 
 
Na swoich fotografiach Pilichowski uwiecznia ludzi w różnym wieku, w różnych strojach, pozach. Wszystkich tych ludzi łączy fakt, że mieszkają w Krakowie i przyszli właśnie na sesję do klubu Piękny Pies na Kazimierzu. I na pewno wszyscy oni dobrze znają to miejsce. I nie znaleźli się tu przypadkowo.
Autor wydaje się doskonale wiedzieć, jak kreatywnie wykorzystać otaczającą przestrzeń do zaimprowizowania studia fotograficznego – i tym odbiorców znających kontekst powstania jego prac uderza w pierwszej kolejności. W knajpie, która na ogół jest zatłoczona, zakopcona, zadymiona, parna, nikt nie myśli urządzać sesji. Sam pomysł jest już lekką fanaberią. A udało się, i to nawet bez użycia sztucznego oświetlenia, bo dzięki odsłonięciu wlotu w dachu budynku uzyskano jednostajne, mocne światło dzienne. Wykorzystanie odgórnej wiązki światła było jednym z kluczowych elementów przy planowaniu projektu; artysta dzięki temu zabiegowi osiąga silne kontrasty pomiędzy elementami jasnymi, a tymi pozostającymi w półmroku, sprawiając, że jego kadry są może nieco bardziej tajemnicze, a może po prostu lepiej czytelne.
Pilichowski, jako stały bywalec i jedna z głównych postaci „Psiego środowiska”, od lat uwiecznia postaci związane z klubem na swoich zdjęciach. Fotografuje artystów, poetów, pisarzy, muzyków – odrzuconych przez główny nurt, tworzących czasem na obrzeżach „oficjalnej sztuki”. W jego najnowszym projekcie można zaobserwować większą różnorodność w doborze bohaterów. Bo Ambiente, pomimo wszystkich znaków na niebie i ziemi, nie jest jednak portretem zbiorowym. Jest to to raczej seria portretów indywidualnych i grupowych, posiadających wspólne, charakterystyczne cechy. Portretowane zbiorowisko, mimo łączącego je pierwiastka, jest dziwne w swojej różnorodności. Patrząc chociaż na rozstrzał wiekowy: od kilkunastoletniego chłopaka i o parę lat starszych studentów, po ustatkowanych ludzi biznesu, sztuki, pracowników – przedstawicieli wieku średniego. Ale – z drugiej strony – wszyscy oni są tytułowym „środowiskiem”, więc, mimo różnic, funkcjonują obok siebie, wchodzą w interakcje.
Te fotografie z pozoru operują bardzo prostymi i charakterystycznymi dla portretu studyjnego konwencjami. Statyczne, zamknięte kompozycyjnie obrazy, wykonane w czerni i bieli, w pierwszej chwili rzeczywiście mogą przypominać to, co fotograficy minionych wieków serwowali w swoich atelier. Elementem, który to zaburza i w pewien sposób pociąga, jest odrobina dynamizmu, obecnego w każdym kadrze. Czy to zawadiacko wydychany dym, czy ostentacyjnie wyciągnięta do góry noga, ukryta za ścianą dziewczyna, czy w końcu wyglądająca nieco absurdalnie, powiewająca grzywka mężczyzny siedzącego na stole – to nie są zwykłe „still shots”, to są sceny, za którymi kryje się zupełnie nieznana historia. Historia urwana, niedopowiedziana, niewyartykułowana. Ale to przecież żaden problem. Wyobraźnia zrobi resztę. I to tym pobudzaniem wyobraźni Pilichowski chce nas uwieść.
(tekst: Ksawery Jankowski)