kulturaonline

Bartek Jarmoliński »

Dzień Mężczyzny 2

10.06.-31.07.2017/ wystawa otwarta wt-sb 12-14

Bartek Jarmoliński postanowił przyjrzeć się bliżej temu, co określane jest mianem męskości, zastanawiając się, na ile jest to kulturowy wymysł, a na ile realna, psychiczna potrzeba. Jego wielopoziomowe kolaże stanowią wizualny przewodnik po zakamarkach męskiej psychiki, obciążonej emocjonalnymi kosztami przystosowania się do wymogów rzeczywistości.

Jarmoliński w swoich pracach dekonstruuje męskość, bierze ją na warsztat prywatnych obserwacji, nie stawiając jednoznacznych diagnoz, oprócz jednej – współcześnie męskość nie potrzebuje jakiekolwiek definicji, zwłaszcza, że ludzkiej tożsamości i seksualności nie można zamknąć w ostatecznych, jednorodnych ram.

 

Pojęcie męskości współcześnie ulega istotnym przekształceniom. Psycholodzy biją na alarm twierdząc, że mężczyźni tracą swoją tożsamość, cierpiąc na niedowłady osobowościowe i emocjonalne, które nie pozawalają im nigdy dorosnąć – nie potrafią angażować się w związki, coraz trudniejpodejmują decyzje o wyborze kariery, a ideał tego, że prawdziwy facet powinien zbudować dom, spłodzić syna i posadzić drzewo, staje się tylko mitologiczną mrzonką. Innymi słowy, po prostu nie wiedzą, kim są. Pojawiają się coraz to nowsze określenia, skutecznie kastrujące z kulturowo zdefiniowanej męskości, jak pozornie uroczo brzmiący „maminsynek”, słynne „facet bez jaj” czy po prostu „ciota”. Obarczone mniej lub bardziej świadomą przemocą, wyrazy te obnażają społeczny stosunek do inności, do wyłamywania się z utartych schematów i definicji. Bartek Jarmoliński postanowił przyjrzeć się bliżej temu, co określane jest mianem męskości, zastanawiając się, na ile jest to kulturowy wymysł, a na ile realna, psychiczna potrzeba. Jego wielopoziomowe kolaże stanowią wizualny przewodnik po zakamarkach męskiej psychiki, obciążonej emocjonalnymi kosztami przystosowania się do wymogów rzeczywistości. Ale nie tylko – to także próba nawiązania kontaktu ze swoim „miękkim” ego. Skuleni w pozycji embrionalnej, wyglądający tak jakby spali mężczyźni przypominają bezbronne, delikatne stworzenia, pragnące za wszelką cenę ochronić się przed przytłaczającym ich światem. Dla artysty chęć spełnienia społecznych i kulturowych oczekiwań niemal zawsze kojarzy się z traumą, osobistą tragedią, kompletnym nieporozumieniem, stąd też realizacje Jarmolińskiego prezentują gesty bezsilności, strachu i osamotnienia, a co najciekawsze – wywołują one równocześnie chęć opieki nad mężczyznami, kruchymi, niestabilnymi, ciągle zmagającymi się z własnym, chaotycznym życiem. Artysta wzbudza tym samym empatię, daleką od etykietowania i niezdrowej fascynacji lub wyśmiania. Przeciwwagą stają się kolaże z wizerunkami starożytnych, renesansowych ideałów męskości, kipiących od testosteronu i rozbudowanych mięśni. Współcześnie mamy do czynienia z podobnym wyobrażeniami – mężczyźni chodzą na siłownię, intensywnie dbając o ciało, co staje się wyznacznikiem współczesnych trendów bycia fit, przy okazji wpisujących się w aktualne definicje próbujące od nowa nakreślić granicę pomiędzy męskością a zwykłym zniewieścieniem. Realizacje te wpisują się w strategię artystyczną Jarmolińskiego, który śmiało stwierdza, że mężczyźni wcale nie są silniejszą płcią, a wokół mitu męskości narosło zbyt wiele stereotypów, którym trudno jest tak naprawdę sprostać. Artysta dotykając aspektu tożsamości, porusza także problem kontroli męskiej seksualności, odwołując się do mrocznych wydarzeń II wojny światowej, przypominając, że homoseksualizm był wtedy postrzegany jako niebezpieczna choroba, którą należy za wszelką cenę zwalczać, ponieważ zagrażała biologicznemu przetrwaniu. To, co prywatne, intymne stało się nagle publiczne, brutalnie wyciągnięte na światło dzienne i przy okazji poddane okrutnej ocenie. 

Zuzanna Sokołowska