kulturaonline

Bartosz Nalepa »

Wierzba/ 21.05.-30.06.2016

Najnowszy zbiór prac Bartosza Nalepy to swego rodzaju cielesność. Motyw pejzażu jest metaforycznym ujęciem ciała pozbawionego ochronnej warstwy skóry. Ciała szarpanego skrajnymi emocjami, a emocje te w procesie twórczym stają się sumą dramatycznych gestów artysty. Kipiel tę zazwyczaj przesłania specyficzna kurtyna — zacieki z farby, a czasem pozornie puste płaszczyzny — która, paradoksalnie, podnosi znaczenie znajdującego się pod nią kłębowiska nawarstwień. Warstwa farby, tworząca rodzaj zasłony, odsłania to, co w materii obrazu jest niepokojąco żywe. Ta konkretność materii obrazu często zostaje u Bartka zanurzona w niedopowiedzianej i ulotnej materii nawarstwień coraz bardziej skrywających pierwotną warstwę, której śladem są impasty. Ślady narzędzia, ślady walki. To nie tyle malarstwo gestu, co erupcja spontanicznych gestów, których motorem są emocje niedbające o walor estetyczny. Liczy się świadectwo. W istocie to autoportrety człowieka konfrontującego się z dramatem tego, co kłębi się już nie tylko w głowie twórcy, ale w jego trzewiach. Malarstwo somatyczne?

 

Kilka miesięcy temu, w Galerii na krakowskim Podgórzu, nieopodal galerii Olimpii, wydarzył się szczególny wernisaż — pierwsza, po znaczącej przerwie, prezentacja prac Bartka Nalepy. Wspomniana Galeria w Podgórzu, przy Józefińskiej 21, przez wiele lat pełniła funkcję mojej pracowni, w której powstawały prace także te tworzone we współpracy z Bartkiem jak Visitor czy Siedzący, gdzie modelem do odlewów był właśnie On. Ale, Józefińska 21 poza pracownią była też miejscem spotkań, imprez, mikrowernisaży, a nawet przez pewien czas była mieszkaniem. Intensywny czas dla nas obu. Wystawa Bartka w tym miejscu stała się swego rodzaju — sprzyjającym refleksji nad tym co przez te lata się wydarzyło i gdzie teraz jesteśmy — powrotem do źródeł. Dlaczego o tym wspominam? Bo miejsca i związani z nimi ludzie w jakiś niewypowiedziany sposób nas określają. Jeśli coś w nas stanowi o tu i teraz to właśnie poczucie tam i wtedy. Miejsca, ludzie, pamięć minionych zdarzeń, wzloty i upadki, marzenia, z czasem budują w nas poczucie dystansu. Czasami jest to zgorzknienie i smutek niespełnienia. Ale ten, kto zdoła ochronić w sobie dziecko, co prawda pozbawione przynależnej wiekowi naiwności, ale za to posiadające pasję tworzenia, ma szansę być wybawiony. Choćby to wybawienie miało trwać tyle, ile trwa pokrycie farbą białej powierzchni krosna. To przypadek Bartka Nalepy.

Najnowszy zbiór jego prac to swego rodzaju cielesność. Motyw pejzażu jest metaforycznym ujęciem ciała pozbawionego ochronnej warstwy skóry. Ciała szarpanego skrajnymi emocjami, a emocje te w procesie twórczym stają się sumą dramatycznych gestów artysty. Kipiel tę zazwyczaj przesłania specyficzna kurtyna — zacieki z farby, a czasem pozornie puste płaszczyzny — która, paradoksalnie, podnosi znaczenie znajdującego się pod nią kłębowiska nawarstwień. Warstwa farby, tworząca rodzaj zasłony, odsłania to, co w materii obrazu jest niepokojąco żywe. Ta konkretność materii obrazu często zostaje u Bartka zanurzona w niedopowiedzianej i ulotnej materii nawarstwień coraz bardziej skrywających pierwotną warstwę, której śladem są impasty. Ślady narzędzia, ślady walki. To nie tyle malarstwo gestu, co erupcja spontanicznych gestów, których motorem są emocje niedbające o walor estetyczny. Liczy się świadectwo. W istocie to autoportrety człowieka konfrontującego się z dramatem tego, co kłębi się już nie tylko w głowie twórcy, ale w jego trzewiach. Malarstwo somatyczne? Mam przeczucie graniczące z pewnością, że te obrazy to próba ucieleśnienia czasu, którego osnową są gwałtowne emocje odnoszące się do wspomnień i tego co teraz. Punktem odniesienia dla twórczości Bartka jest też jego fascynacja Dalekim Wschodem, którą zresztą, jak wiadomo, głęboko podzielam. Ale to już wątek na osobny tekst.

Jedno jest pewne: dzieła Bartka Nalepy realizują dezyderatę Józefa Czapskiego, przywołaną ostatnio w związku z otwarciem w Krakowie pawilonu jego imienia z wystawa stałą, którą miałem zaszczyt projektować, Nie liczy się realizm czy antyrealizm. Liczy się prawda. 

Aleksander Janicki