kulturaonline

Dominik Borkowski | Prosta historia »

Prosta historia | 01 - 20.IV.2007 | pierwsza indywidualna wystawa krakowskiego malarza

2007-IV-11 Dominik Borkowski maluje labirynt, z którego nie ma wyjścia. Multiplikuje penisy i waginy, które wyglądają jak złoty druk na białej tkaninie, aczkolwiek rysowany dziecięcą ręką. Maluje wnętrze własnego mieszkania i jego lokatorów. Czarnego psa szczuje na białego – albo odwrotnie – i pozwala nam przyglądać się ich walce z góry. Forma jego prac pozwala widzowi sądzić, że robi to bez wahania.

Borkowski otacza przestrzeń wystawy dziesiątkami humanoidalnych sylwetek, z wyraźnie zaznaczonymi zewnętrznymi cechami płciowymi. W jego artystycznej propozycji, z którą wychodzi do widza, jest jednoznaczność i niepokój. Jest też stanowczość, charakterystyczna dla artysty, który czuje, że znalazł wyraz odpowiedni – odpowiedni na obecnym etapie jego życia jako człowieka i bycia jako artysty – dla wyrażenia tego, co w życiu i sztuce przykuwa jego uwagę. To, co robi Borkowski, mimo wyznaczonego przez tę stanowczość wyboru formy, która na pierwszy rzut oka może wydać się brutalna i prymitywna (nie w znaczeniu – nieporadna, ale pierwotna raczej), określić można jako działanie na wskroś humanistyczne. Swoją twórczością młody artysta deklaruje się po stronie rozpraszania mroku, a nie jego penetracji. Jego psy warczą na siebie, ale chyba raczej na siebie się nie rzucą. Bardziej wydają się zdezorientowane odmiennością barw swojej sierści; stąd wzajemna nieufność, postawa zaczepno-obronna i obustronne warczenie. Pytanie, jak wyjść z labiryntu, pozostaje bez odpowiedzi, bo z niego wyjścia nie ma. Jest niebezpieczny, ale zarazem niegroźny, bo i wejść do niego nie można. A jeśli się w nim jest, to dlatego, że ktoś do niego kogoś wsadził. Taki labirynt staje się tego kogoś naturalnym środowiskiem życia. Jedni w nim, inni poza nim żyją. Styczności między nimi, i konfliktu nie ma. Wszystko zaś można pokryć dekoracyjną tkaniną, drukowaną w złote penisy i waginy, której pożądają humanoidy z zaznaczonymi zewnętrznymi cechami płciowymi. To, co Borkowski pokazuje, to dopiero początek, a można nawet zaryzykować słowo – obietnica. Kontur rzeczywistości jest wyraźnie zaznaczony, ale jakie nastąpią tu wydarzenia, w jakim kierunku rozwinie się malarska akcja, ba! jakie przybierze kolory – nie wiadomo. Pokaźna część sztuki posiada bardzo irytującą cechę, którą jest przewidywalność. Nie przeszkadza ona u wielkich mistrzów, ale czasy wielkich mistrzów na razie się skończyły i nie wiadomo, jak prędko nadejdą nowi wielcy mistrzowie. Przewidywalność u mniejszych i najmniejszych mistrzów jest czymś, co przyprawia o ból zębów. Twórczość Borkowskiego szczęśliwie tej cechy jest pozbawiona. W związku z tym, można z ciekawością obcować z nią od początku. Można nawet ją zakwestionować, wręcz odrzucić, i – mimo to wrócić do niej. Zawiera w sobie dużo przyciągających, wyraźnie zaznaczonych wątków, które mogą zaintrygować. Nieprzypadkowo malarz wraca do motywu labiryntu, z którego nie ma wyjścia, ale mechanicznie trzeba – z punktu widzenia obserwatora, widza – śledzić wzrokiem jego ścieżki, w poszukiwaniu wyjścia. A może sprytnemu widzowi uda się jednak wyjście znaleźć? I odczytać dalszy ciąg malarskiej akcji w obrazach Borkowskiego? Jan Kawiorski projekt powstał przy wsparciu finansowym Gminy Miejskiej Kraków.
www.krakow.pl