kulturaonline

II danie po polsku »

II danie po polsku | wystawa fotografii Łukasza Baksika 3 - 17.XI.2005

2005-XI-07 Czy są Państwo oburzeni tą wystawą? Czy uważają, że autor obraża pamięć Jana Pawła II? A może jesteście rozbawieni? Bo Waszym zdaniem autor kpi z nieprzebierającej w środkach wyrazu skłonności do oddawania czci Jego pamięci? Patetyczny gest sprzeciwu wzbudzi w jednym figura polskiego papieża przygniecionego meteorytem, eksponowana ongi w słynnej stołecznej galerii, u innego niesmak wywoła sześciometrowy kolos z grubsza przypominający postać Jana Pawła II, który od niedawna walczy o pierwszeństwo z ratuszem na rynku uroczego miasta na południu Polski.

Autor tych zdjęć talerz z papieżem znalazł i kupił w jakimś sklepie. Papież na talerzu to upamiętnienie bardzo domowe. Papież pojawia się na sprzęcie najbardziej domowym z domowych. Nie powinno to nikogo dziwić w kraju, w którym różnego rodzaju papieskie upamiętnienia służą za usprawiedliwienie dla oszpecania krajobrazu polskiej ziemi, o którym skądinąd tak często i tak często pięknie pisał i mówił sam papież. Jeśli nikt nie ma nic przeciw takim postępkom, to dlaczego miałby mieć coś przeciw takiej formie papieskiego „pomnika”? Nie ma w nim nic patetycznego, ani pompatycznego, jest pozbawiony pseudo-znaczeń, które banałem pokrywają zwyczajną chęć prowokacji. Dlatego nie ma nic oburzającego, ani też zabawnego w tym, że na talerz z podobizną papieża trafia pożywienie. Autor tych zdjęć niczego nie wymyśla, nie dodaje nic od siebie. Nie uważajcie go Państwo za kogoś, kto szarga świętą i powszechnie w naszym kraju czczoną pamięć Jana Pawła II. Ani za stukającego się w czoło kpiarza, który wykpiwa pomieszanie z poplątaniem w sposobach czci tej pamięci oddawania. Łukasz Baksik chodził z aparatem po Krakowie w dniach ostatniej wizyty Jana Pawła II. Zrobił zdjęcia, na których w ogóle nie ma papieża. Są tylko jego podobizny, fotografie papieża pojawiające się w najróżniejszych miejscach, co daje nieraz efekt groteskowy, jak wtedy, gdy papież ze zdjęcia błogosławi spośród damskiej bielizny na sklepowej wystawie, lub gdy ni stąd ni zowąd reklamuje wyprzedaż w innym sklepie. Są też zdjęcia ludzi gromadzących się w oczekiwaniu na spotkanie z papieżem, i niemających większych szans na to, by go zobaczyć. Ze wszystkich tych zdjęć wyłania się obraz nierealny. Nie pokazują ani papieża, ani ludzi, którzy przyszli go słuchać, wiwatować na jego cześć czy tylko zobaczyć, pokazują dystans między nimi a papieżem, niemożliwą do przekroczenia przestrzeń, a także papieskie simulacra, które ten dystans wypełniają, aż do zmęczenia swoim natłokiem – do śmieszności, jak ów papież w sklepiku z rajstopami. Autor zdjęć, na których na talerzu z papieżem pojawia się i znika pożywienie, prezentuje nam kolejne polskie papieskie simulacrum, i zaraz je sztuczności właściwej simulacrom pozbawia. Kto chce, znajdzie w takim geście nawet apologię domowego przyswojenia sobie pamięci po papieżu. Bardzo to dalekie od chęci jej obrażania, albo wykpiwania skłonności do przesady w jej upamiętnianiu. A na marginesie – kto z Państwa kupiłby taki talerz z papieżem, a kto którąś z tych fotografii? Jan Kawiorski, Kraków, listopad 2005