kulturaonline

My home is my castle »

My home is my castle

2007-VI-11  01 - 16.VI.2007, Imago mundi - wystawa Artura Trojanowskiego „My home is my castle” w Galerii Olympia.Artysta znany z wyciszonych nostalgicznych opowieści o codzienności, wywoływanej na wielkoformatowych obrazach o charakterystycznych szarych tłach, na najnowszej wystawie prezentowanej w Galerii Olympia zainspirowany motywem mandalii wpisał ją w surową w wyrazie opowieść o domu jako twierdzy.

Znana już w czasach paleolitu, mandala jest motywem zaczerpniętym z sztuki buddyjskiej, tworzonym przez harmonijne zestawianie figur koła i kwadratu, gdzie koło jest symbolem nieba, zewnętrzności i nieskończoności, natomiast kwadrat przedstawia sferę wewnętrzności, tego co jest związane z człowiekiem i ziemią. W najszerszym znaczeniu mandale są diagramami, ukazującymi w jaki sposób chaos, reprezentujący niebezpieczeństwo nieprzewidywalności, przybiera harmonijną formę ustrukturyzowanego porządku. Zakomponowane centrycznie ornamentalnie potraktowane wzory Trojanowskiego przykuwają wzrok widza swoją dośrodkowością wciągającą jego spojrzenie w głąb obrazu. Zdwojone prostokąty i kwadraty symbolizować mogą bryły domów poprzecinanych horyzontalnymi i wertykalnymi liniami, z ducha przypominającym rozwiązania stosowane przez Pieta Mondriana mierzącego się z kreśleniem Osi Wszechświata. Harmonia i uporządkowanie panujące w przestrzeniach komponowanych przez Trojanowskiego tworzą atmosferę idealnej równowagi, wibrującej ciszy, o której artysta może wiele powiedzieć sam prowadząc plenery i zajęcia dla głuchoniemych dzieci. Najnowsze, prezentowane w Galerii Olympia, geometryczne prace bazują na charakterystyczej dla twórczości Trojanowskiego przygaszonej kolorystyce utrzymanej w skali szarości rozżarzonej sporadycznie konkretem ognisto pomarańczowego detalu. Zdają się być dalekim, ascetycznym w wyrazie echem pozornie przypadkowych kompozycji kadrów wcześniejszych obrazów ukazujących z lotu ptaka porwane mikronarracje zwykłości jak skakanie na skakance, spacer z psem, malowanie paznokci. Do tej pory artysta wyodrębniał z obserwowanego wnikliwie otoczenia detale - klucze do rekonstrukcji mijających właściwie już przed rozpoczęciem opowieści rozpływających się we własnej fragmentaryczności, będących widokami podglądanymi przez dziurkę od klucza, niezrozumiałymi kawałkami przepływających w niekończącym sie strumieniu ulotnych obrazków niesionych przez codzienność. Ujęcia z góry, które artysta konsekwentnie stosuje na swoich płótnach stwarzają wrażenie spoglądania na zajęte swoimi sprawami postaci jakby wprost z nieba, co pozwala odbiorcy czuć się wszechwidzącym reżyserem oglądanych zdarzeń. „My home is my castel” - napis - trop interpertacyjny na jednym z prezentowanych płócien nasuwa skojarzenia z liniami murów czy zarysami umocnień zamkowych, które można wypatrzyć na towarzyszących mu abstrakcjach geometrycznych. Tworzone w ten sposób zamknięte, wydzielone z chaotyczności monochromatycznego tła przestrzenie, porządkują płótna przywodząc na myśl ideę domu, rozumianej przez rosyjskiego semiotyka Juri Łotmana jako słowo - klucz kultury - będącej archetypicznym, choć indywidualnie „rozpuszczonym” i „rozproszonym” w świadomości, obrazem wyłaniającym się z dziedzictwa wyobraźni zbiorowej, podstawowym modułem w stosunku do którego odmierza się i odnosi napotykane przedmioty, ludzi, w końcu upływ czasu. Nie bez znaczenia wydaje się użycie przez artystę językowego basic, jakim jest angielski, jako języka - wytrycha w zderzeniu ze zgeometryzowanymi wizajmi domów, podkreślącego ich uniwersalizm i czytelność. Muliplikując prehistoryczne symbole solarne, jakim jest między innymi swastyka, Artur Trojanowski sięga daleko w głąb, pod totalitarne powiązania ideologiczne, przywołując budujące nowy porządek znaki odbite jak echo spod powierzchni najgłębszych pokładów kultury. Według Mircea Eliadego osiedlanie się na jakimś terytorium, w jakimś konkretnym miejscu jest równoznaczne z położeniem podwalin świata, odtworzeniem aktu kreacji na indywidualną mikrokosmiczną skalę. Budowanie, zakładanie siedziby jest przekształcaniem amorficznej, pozbawionej struktury i konsystencji, przestrzeni chaosu- jako synonimu tego co nieprzewidywalne i niedookreślone, praźródła i pierwowzoru wszelkiego strachu, w bezpieczny kosmos. Dom rozumiany jako imago mundi staje się w przestrzeni jednorodnej i bezkresnej, punktem stałym, środkiem, osią wszelkiej orientacji. Pozwala na wyodrębnienie z amorficznej, bezkształtnej przestrzeni tego co na zewnątrz i oddzielenie od zacisznego wnętrza. Jego hermetyczne zamknięcie uświadamia jednocześnie istnienie świata zewnętrznego, dopuszczając do głosu dialektykę bezkresu i przytulności. Jak pisał M. Heidegger: „Być człowiekiem oznacza być na ziemi jako śmiertelny, oznacza: mieszkać”. Człowiek po wyjściu z łona matki nieustannie szuka schronienia, które mogłoby choć w części wynagrodzić utracone bezpieczeństwo, jest o ile buduje - mieszka, a zarazem otacza jakaś przestzreń opieką. Skomplikowane układy oparte na bazie wariacji z figurą kwadratu stają się na płótnach Trojanowskiego przestrzenią pamięci, strukturą mityczną organizującą obraz i przeżycie egzystencjalne świata. Z drugiej strony zamknięte łona domów - twierdz zasiadlających jego kompozycje poprzez utrzymanie w pomarańczowo- szarej kolorystyce, przypominają swoimi układami agresywność oszczędnych stylistycznie znaków ostrzegawczych: jak wiadomo pierwsze zapamiętane oniryczne, domy trzeba najpierw definitywnie opuścić, żeby móc do nich kiedyś bezpiecznie wracać w nostalgicznych wspomnieniach. Marta Lisok