kulturaonline

Paweł Szanajca »

Paryż – raj utracony | 14-28.VI.2008

2008-VI-17  „Paryż – raj utracony” to utrwalone w wyobraźni pragnienie miejsc, czasu, światła, które błogosławią malarza. Zatrzymane kadry fotografii, Edgar Degas, handlarka ryb, druki, bilet lotniczy, Sekwana. Wszystko może być kluczem, który otwiera tradycję sztuki figuratywnej, impresjonizmu, prostego znaku z 1925 roku. Podróż malarska ma tu ponadto bardziej, niżby się śmiało zaakcentować osobisty wymiar – jak wymieciona z pamiątek szuflada . Na to nie warto jednak patrzeć – o wiele bardziej intryguje podróż malarska by sięgnąć, w gruncie rzeczy, po odtworzenie znaków czasu. Kod tej historii – gdy trzeba w świetle czarno-białych fotogramów, gdy trzeba – oddając hołd prostym konstrukcjom dwóch, trzech barw wydaje się zabawny, szczery, ciągnie w głąb siebie jak dobry film. Ma tajemnicę i ma przestrzeń dla własnych pragnień i myśli.

„Chciałem wyrazić pokorę i zachwyt nad przemijaniem. I chciałem wyrazić przekonanie, że rzeczy wartościowe są nieprzemijające. Chciałem się do nich zbliżyć. Pokolenie, które mnie ukształtowało przemija. I teraz ja muszę odezwać się do moich przodków. Dać znak życia i przynależności. Dla mnie jedynym miejscem wolności jest prostokąt albo kwadrat. Płótno – to jedyne miejsce, gdzie nie ma presji współczesności. Wszystkie te obrazy są kopiami obrazów bądź przedmiotów. Chciałem do minimum zredukować własne spojrzenie, chciałem odpocząć od własnych wizji, rezygnując z nich na rzecz doskonałej i skończonej formy czegoś, co już istnieje. I jest w ten sposób doskonałe. Przypomnienie świata, który odszedł ma dla mnie znaczenie mistyczne. Pogodzenie się z przemijaniem i piękno Hotelu Reynolds widziane oczyma artysty, który stworzył etykietę na bagaż, piękno kosza z rybami – to jest mój przekaz. Chciałbym, żeby sztuka wróciła w rejony piękna.” (Paweł Szanajca)