kulturaonline

Projekt malarstwo »

Andrzej Rułka | malarstwo | 09 – 27.IX.2012

Artysta rozmawia ze swoimi obrazami bezustannie, zmieniając czasami ich, zdawałoby się, ostateczne oblicze. Jedynym sposobem zaprzestania tej konwersacji jest zorganizowanie wystawy, upublicznienie wizerunku i wpuszczenie prac w obieg.

Obrazy Andrzeja Rułki nie potrzebują narracji. Są od niej wolne. Nie opowiadają żadnych historii. Nie odnoszą się do otaczającej rzeczywistości, nie komentują jej. Nie układają się w cykle. Autor nie realizuje ich w ramach jakiegoś projektu, chociaż wyznaje, że wybrał malarstwo i jemu się poświęcił, bądź, jak to autoironicznie określił, w malarstwo zainwestował. Z wykształcenia jest zaś grafikiem (ukończył Wydział Grafiki krakowskiej ASP). Źródeł jego malarskich inspiracji szukać można w szerokim nurcie abstrakcyjnego ekspresjonizmu, w którym mieści się zarówno twórczość nowojorczyka Jacksona Pollocka jak i amsterdamczyka Karela Appla (Karel Appel był współzałożycielem grupy COBRA). Tak więc dla artysty ważny w malowaniu staje się gest, który umożliwia farbie kłaść się właściwie, czyli w sposób jednak zamierzony, na płótnie, swobodna wyobraźnia, dziecięca wrażliwość i jednocześnie ekspresja, liryzm, dawanie oku pożywienia, które prowadzi do sytości, spełnienia i poczucia szczęścia. W taki oto sposób jest to malarstwo zdecydowanie afirmatywne, witalne, z pozytywną energią. W odbiorze i interpretacji prac Andrzeja Rułki werbalny język zawodzi, jest zwyczajnie zbyteczny. I słusznie, gdyż jego malarstwo takiego języka do opisu nie potrzebuje, ponieważ posługuje się własnym. A jeśli chodzi o komunikację z odbiorcą to opiera się ona na wywoływaniu wrażeń i ma ona charakter raczej emocjonalny. Liczą się przede wszystkim zestawienia kolorów, sam kolor, kompozycja i faktura obrazów. W ostatnich pracach artysta eksperymentuje z kolażem, wprowadzając do obrazów „niepotrzebne przedmioty”, który zyskują dzięki tym zabiegom nowe życie. Niektóre z płócien przemycają zarysy jakiś dziwnych figur. Posiadają jakieś dziwne, bo tak zwyczajne w tym kontekście, tytuły: Nad rozlewiskiem, Ku słońcu, Nurt. Najnowsze pozbawione są jakiejkolwiek figuracji, jednakowoż ich tytuły wskazują na coś zupełnie przeciwnego jak w przypadku obrazu Olimpia. Tytuł daje trop na dzieło Maneta, wielokrotnie wykorzystywane przez artystów do różnych celów podporządkowanych sztuce. Być może jest to przypadek lekkiej prowokacji ze strony artysty. Natomiast sam artysta rozmawia ze swoimi obrazami bezustannie, zmieniając czasami ich, zdawałoby się, ostateczne oblicze. Jedynym sposobem zaprzestania tej konwersacji jest zorganizowanie wystawy, upublicznienie wizerunku i wpuszczenie prac w obieg.

Olimpia Maciejewska