kulturaonline

WYTNIJ WKLEJ »

wycinanki KASI KMITY w Galerii OLYMPIA | 10.III – 07.IV.2012

Podobnie jak w wycinance ludowej, gdzie poprzez wielokrotne zagięcie papieru powstaje koncentryczny wzór prawie identycznych figur, tak w społeczeństwie konsumpcyjnym nawarstwiają się rzędy towarów mniej i bardziej luksusowych. Wyżej droższe, niżej tańsze; nowości i promocje na wysokości oczu; a batony, draże i ciągutki w kolejkach do kas.

 

Zawiłości merchandisingu są dla ogółu równie mało przejrzyste jak zawiłości wycinanki. Żydowska rajzelech nie do odróżnienia od gwiazdy kurpiowskiej,
a kurpiowska leluja od rózgi rawskiej. Można jedynie próbować przedstawić symulację zapożyczeń. Wiemy tylko jedno; jak było na początku (a raczej gdzie było na początku), tam będzie teraz i na wieki, czyli… w Chinach. Wycinanka pojawiła się właśnie w Państwie Środka, gdzieś na przełomie starej i nowej ery. Obecnie to tam,
w Środku, a nie na obrzeżach wytwarzana jest duża część rzekomo regionalnych wyrobów rękodzielniczych. Chiny przyciągają również marki luksusowe, które coraz chętniej przenoszą się tam ze swoją produkcją. Zostało to wymuszone demokratyzacją potrzeb i demokratyzacją luksusu. Już nie tylko nasz chleb powszedni, ale i nasza Coca-Cola Light i nasz flakonik Chanel N°5 powszedni. Zakres uczestnictwa
w konsumpcji określa naszą pozycję społeczną, definiuje osobowość lub jej brak. Barbara Kruger powtórzyła za Kartezjuszem: I shop therefore I am, a może to Kartezjusz powtórzył za Kruger? Trudno dziś dociec. Shopping pożera własny ogon. Luksus dostępny dla wszystkich stał się luksusem spauperyzowanym. Luksusem
z dyskontu.

Najnowsze wycinanki Kasi Kmity prezentowane w Galerii Olympia, których część była niedawno pokazywana w BWA Awangarda we Wrocławiu oraz BWA w Bielsku-Białej (skądinąd całkiem dobre marki), to opowiedziane prostym językiem historie tychże właśnie produktów luksusowych. Na jednej mamy kultowy (wspomniany już tutaj) flakonik Chanel N°5, tyle że podwojone „n” w nazwie produktu zamienia 100 mililitrów perfumowanej wody za pół tysiąca złotych w 100 mililitrów perfumowanej wody za pół setki. Wymazanie litery „L” z monogramu Louis Vuitton redukuje cenę torebki z dwóch tysięcy do dwustu. Podobnie z butami Manolo Blahnika, gdzie „B” i „l” zlewając się w kształt litery „M”, oferuje nam ponad 90-procentową obniżkę. Jeszcze nie tak dawno, gdy świat Zachodu śnił sen o dostatku i bezpieczeństwie, status tego typu przedmiotów był jednoznaczny. Podróbki były dla tych, co chcieliby, ale nie mogą. Dla małych kłamczuszków i pozorantów. Teraz, gdy do głosu doszło pokolenie niezadowolonych, a kryzys ekonomiczny z przejściowej infekcji zamienił się w chorobę przewlekłą, nasz stosunek do plagiatu ulega zmianie. Ogólnoświatowe protesty przeciw umowie ACTA najlepiej pokazują, że nie jest już dla nas jednoznaczne, kto kogo tak naprawdę okrada – producent podróbek producenta wyrobów luksusowych czy może producent wyrobów luksusowych nas wszystkich, tych konsumujących na Zachodzie oraz tych wytwarzających na Wschodzie.

Ta sama dwuznaczność kryje się w precyzji, z jaką wykonane są ostatnie prace Kmity. Zarówno oglądane z większej odległości jak i na reprodukcji, sprawiają wrażenie hiperrealistycznego obrazu lub fotografii reklamowej. Z tradycyjną łowicką wycinanką, od której Kasia Kmita rozpoczęła swoją artystyczną karierę, łączy je już chyba tylko materia, z której zostały wykonane (papier) oraz narzędzie (nożyczki). Trudno stwierdzić co jest cytatem, a co pierwowzorem. Dwuznaczności piętrzą się, gdy dodamy do tego, mający swoje korzenie w latach 90., bunt młodych i bogatych. Część z nich zrezygnowała z marek na rzecz second-handu, reszta nadal chętnie kupowała luksusową odzież, jednak zaczęła wypruwać metki i zakładać ubrania na lewą stronę, by ukryć nazwy i logotypy producentów. Luksus nadal jest towarem pożądanym, mimo że nie będąc już wyłączną własnością elit nie gwarantuje oryginalności, a słabość do niego coraz bardziej bywa wstydliwa oraz moralnie podejrzana.

kurator: Iwo Jasieński